ZAKLĘCI W BURSZTYNIE

Wojcze nasz, który jes w Niebie, swianceno bondze Imio twőji, przijdze krolejstwő – stani sá two wolo, chleb nasz dej nám dzis, wopuszczaj nám nasze winie ako me wypúszczome nasze winowacy. Nie wodza nas na pokuszenie, la nas wábawnij wote zlewo. Won twoj jest to krolejstwő esz ná wieki wiecznéj. Omenka.
Słowa te zasłyszał w 1880 roku A. J. Parczewski z ust rybaczki z Wielkiej Garny – Doszy Jost. Ten piękny, archaiczny język przypominający pierwotny tekst „Bogurodzicy” jest pomnikiem ludu, który już zginął – Słowińców.

Niemieccy etnografowie na początku XIX w. odkrywają pomorskie osobliwości. Na zachodzie napotykając kilka wysp etnograficznych: Hanowerskiego Wendlandu – należącego do języka połabskiego; wyspy narzecza pomorskiego w północnym Szlezwiku, na Rugii, okolicach Koszalina, Słupska. Zauważają tam lud o innym typie fizycznym, inaczej mówiący po niemiecku, inaczej się ubierający, inne mający obyczaje, a małżeństwa zawierający tylko między sobą. Zachwycając się wspaniałym folklorem, prawdziwie pragermańskim (jak uważali – przyp. autora) – gockim folklorem. „Ludzie wiosną topią tam bałwana, malują pisanki, zimą chodzą z turoniem, podczas wesel wkładają wspaniały ludowy strój, pospolite są zabobony jak ten o Smentku albo złym, wsie zaś mają odmienny, podłużny kształt (…)”

Kaszubski działacz F. Ceynowa pobudził zainteresowanie badaczy słowianofilów z Carskiej Akademii Umiejętności w Petersburgu przewrotną tezą, iż język kaszubski, mimo zewnętrznego podobieństwa z polszczyzną, bliski jest rosyjskiemu. Przysłany przez akademię w 1850 r. rosyjski etnograf A. Hilferding wymienia nazwy: Słowińcy, Kabatkowie, wreszcie na wschodzie Kaszubi właściwi. Po Hilferdingu bada Pomorze w 1880 roku A. Parczewski. Lokalne nazwy grup łączy jedną wspólną nazwą Kaszubi – potomkowie prasłowiańskich Pomorzan. Po Parczewskim przychodzą inni zafascynowani ostatkami słowiańskimi na bursztynowym brzegu. Kolejne badania wskazują jednak niezbicie na zatrważający proces – kaszubszczyzna cofa się!

Drogi germanizacji były różne – szkoły, służba wojskowa, zbór ewangelicki, bowiem większość ludności na Pomorzu Zachodnim pozostała ewangelicka. Pastorzy nieśli nie tylko posługę religijną, ale także germanizację. Nieliczni, jak ów pastor Krommer „gadali i piali po slowińsku”. Oficjalny dokument pomorskiego Kościoła ewangelickiego zwany memoriałem Hakena z 1780 r. zakładał maksymalne i możliwie najszybsze usunięcie języka polskiego z wszelkich ceremonii kościelnych. Biorąc pod uwagę zupełną w niektórych parafiach nieznajomość niemieckiego i dotychczasowy upór ludności Ch. Haken utyskiwał, iż proces może zająć nawet 50 lat. Parczewski zapisał: „Ksandzowie nic po pölsku nie uczą, chcą polską wiarę zatampic” lub „wona chca sę po kaszebsku uczec, ale woni nie dozwolili ksondz i szkolni”. Kaszubi nie tak bowiem łatwo rezygnowali ze swej mowy. Rugowanie mowy polskiej łączyło się w ich świadomości z nadchodzącym kataklizmem. Kaszubi mówili Hilferdingowi, że przychodzi antychryst i nastąpi koniec świata. Starzy płakali i lamentowali, widząc rosnącą przepaść między starszym i młodszym pokoleniem. Gdy Parczewski rozmawiał z Kaszubami nie mogli wyjść z podziwu, że taki młody, a umie po słowińsku. Z biegiem czasu coraz mniej było ludzi, którzy czytali „Katechizm mały dr Marcina Lutra z niemieckiego języka w słowiński wystawiony przez Michała Pontana, sługę słowa bożego w Smołdzynie”. Parczewski opisuje pełen patosu obyczaj słowiński, kiedy śpiewniki, książki do nabożeństwa, w niezrozumiałym już dla młodych języku, niczym relikwie, składano do trumien zmarłych lub zamurowywano w kryptach kościelnych. Za osłabieniem kaszubszczyzny stoi jeszcze jeden fakt – masowa trwająca niemal osiemdziesiąt lat emigracja do Ameryki. Osiedlając się za oceanem wybierali najchętniej bliski im krajobraz, wzgórza, jeziora, lasy. Ciekawe, że za oceanem mowę swoją zachowali, a znikały zupełnie germanizmy.

Niełatwa musiała być walka ze Słowińcami skoro przywarła do nich nazwa Steinkaschuben (Kamienni Kaszubi). W ciągłej walce z naporem obcym wykształcił w sobie Kaszuba specyficzne cechy. Szwajcar J. Bernoulli goszcząc na Pomorzu Zachodnim w 1777 r. określał Kaszubów jako ludzi skrytych, fałszywych i skorych do buntu. Podobnie, a jakże wspaniale, opisuje ich cechy H. Derdowski:

Męstwo, chytrość i upartość fife i wekręte
Jesz Kaszube do dzys po nim (Swiętopełku) mają w spodku wzęte.

Wzruszają inne niemieckie opisy Słowińców – są zacni, dobrzy, gościnni, cnotliwi, zbliżeni do siebie – „i było u nich jedno ciało i jedna dusza, nie tak, jak to jest obecnie u Niemców”.

Trwał w Kaszubach uparcie mit łączności z macierzą, mówili o sobie „Iá jem z Polski”, a sąsiedzi mówili o mieszkańcach Kluk nad jeziorem Łebsko: – Tam wszandze są polski ladze. Podczas spisu ludności, inaczej niż na wschodzie Kaszub, wpisywano pospolicie w rubrykach język – polski, a rzadziej kaszubski.

Patriotyczne wyznanie H. Derdowskiego można z pewnością przenieść także na pomorskich Kaszubów:

A jo z duszą i ze sercem Polok jem jak oni,
Me Kaszube, jesz strzeżeme Polsci morsciech granic,
A w Warszawie naszy braca mają naju za nic.

Profesor Baudouin de Courtenay stwierdził: kaszubszczyzna jest bardziej polska niż polszczyzna sama. Uwaga ta odnosiła się do mowy, tkwią w niej bowiem dotąd formy i dźwięki, które już z polskiego języka znikły. Można ją także odnieść do folkloru zwyczaju, zachowania. Mimo ubóstwa panował u Słowińców surowy styl życia, Nie było tu morderstw, kradzieży, pijatyk i hulanek. Prawdziwie piękny był to lud i tym większy tragizm jego upadku, losu Gryfitów. Nie doczekali się połączenia z macierzą po 1918 r. Wyspy kaszubskie ginęły germanizowane przed II wojną światową. Po wojnie kolejna wielka tragedia. Władze komunistyczne Słowińców traktowały jak Niemców i siłą wysiedlały ich do Niemiec. Dopiero w latach 60, gdy w niedużej wsi rybackiej Kluki na północ od Smołdzina pozostało już tylko kilka słowińskich rodzin, dzięki działaczom kaszubskim utworzono z istniejących zabudowań Skansen Słowiński. Dziś o Gryfitach możemy mówić w czasie przeszłym, pozostały po nich jedynie obiekty kultury materialnej, które możemy oglądać w Muzeum Wsi Słowińskiej w Klukach.

Bezuprzedzen.pl

ZAKLĘCI W BURSZTYNIE
Oceń